Największe porażki branży motoryzacyjnej część 1

W tej serii artykułów postaram się przedstawić krótką listę największych porażek w branży motoryzacyjnej. My Polacy lubimy porażki, a szczególnie za płotem- u sąsiada. Jednak nie o polskości, a o samochodach: ikonicznych, dziwnych, nieprawdopodobnych. O odważnych celach, wyprzedzających swoje czasy, które wyznaczały drogę do realizowania swoich pomysłów. Każda z tych osób podjęła realne kroki by zrobić to, co chciała. Ci ludzie ryzykowali często całym własnym(i nie tylko) majątkiem po to by gonić za marzeniami. Dzisiejszy artykuł jest jednak jedynie swego rodzaju zapowiedzią serii, która tak naprawdę, nie ma końca.

Bricklin

W Ameryce Północnej jeśli ktoś mówi o najgorszym samochodzie, jaki kiedykolwiek powstał. Większość osób uznaje, że rozpoczął on swoja historie w 1987 r. A zakończył w 1992 r. Ponad sto czterdzieści jeden tysięcy wyprodukowanych jednostek, które znalazły nowe domy w USA były dziełem Malcolma Bricklina.

Szukał on powtórki sukcesu, jaki odniósł w 1968 roku, zakładając Subaru Of America i importując małe tanie auta, o których nikt nie słyszał. Pomiędzy tymi dwoma start-up’ami, Malcolm musiał zrobić swój własny samochód. Nazwa jego nowej marki to: Bricklin- zaskoczony jesteś, prawda? Brickin był samochodem sportowym dumnie nazwanym SV-1. Skrót wywodzi się od angielskich słów „Safety Vehicle One” oznaczających „Bezpieczny Samochód Nr. 1”. Dzieło Malcolma posiadało nadwozie z włókna szklanego, zderzak absorbcyjny oraz ukrywane przednie lampy typu pop-up. Jednocześnie największą wadą były skrzydlate drzwi typu gull-wing, którego mechanizmem wykonawczym były hydrauliczne silniki ważące około 20kg. Całość drzwi ważyła aż 90kg, a otwarcie drzwi zajmowało około 12 sekund. Cały ten system silnie obciążał akumulator auta. Dodatkowo otwieranie jednej strony drzwi równocześnie z zamykaniem drugiej doprowadzało do przepalenia silnika pompy hydraulicznej. Inną wadą tego typu instalacji jest niemożliwość otwarcia drzwi w przypadku przewrócenia auta na dach.

Pierwsze problemy pojawiły się już podczas produkcji nadwozia z włókna szklanego, które nadzwyczaj ciężko było dostosować do współpracy z pozostałymi elementami pojazdu, w rezultacie pojawiały się pęknięcia. Problem ostatecznie rozwiązano, ale koszta produkcji przerosły trzykrotnie wartość samochodu. Następnym napotkanym problemem fabryki samochodów Bricklin było, że nie były one w stanie produkować pojazdów dostatecznie szybko, czynniki technologiczne były wąskim gardłem w tym procesie. Obecnie samochody produkowane na szerszą skalę są bardzo dobrze testowane, nie tylko poprzez wewnętrzne działy jakości jak i przez zewnętrzne firmy certyfikujące. Przykładowe najbardziej znane testy to Euro NCAP i ADAC.

Bricklin miało wiele innych mniejszych lub większych wad. Standardem w tamtych czasach, w wyposażeniu samochodu była zapalniczka(która nie służyła do ładowania telefonu) i popielniczka- tego podstawowego wyposażenia zabrakło w tym samochodzie. Nie miało też ono miejsca na zapasową oponę. W przypadku przebicia ogumienia stawało się autem bezużytecznym, aż do przyjazdu pomocy drogowej. Podobnie jak w przypadku samochodu DeLorean DMC-12 samochód zyskał rozgłos dopiero po zaprzestaniu produkcji. Stało się tak za sprawą motoryzacyjnego musicalu The Bricklin Musical – An Automotive Fantasy produkcji kanadyjskiego The Frederiction Playhouse oraz jego polskiej adaptacji The Bricklin Musical – Samochodowa Fantazja produkcji katowickiego teatru Old Timers Garage. Spektakl ten opowiada o historii powstania tego produkowanego niespełna 2 lata samochodu. Samochód pojawił się również w wielu innych filmowych produkcjach.

DeLorean

Życie Johna Deloreana, amerykańskiego inżyniera i biznesmena, to klasyczna historia wzlotu i upadku, doprawiona kolumbijskim smakiem. John, urodzony w 1925 w twardym i industrialnym Detroit, centrum motoryzacji Amerykańskiej w jego latach. Był synem imigrantów z Europy i jak wielu przedsiębiorców w tym okresie nie wywodził się z bogatej rodziny. Jego wczesne życie pełne było agresji ze strony ojca, co doprowadziło do rozpadu rodziny a w konsekwencji rozwodu w 1942 roku.

Młody John szybko odnalazł pasję motoryzacji, i ukończył studia inżynierii automatyki. Jego kariera rozpoczęła się w sławnej firmie General Motors, gdzie dzięki talentowi szybko stał się projektantem pontiaka. W czasie swojego pobytu w stajni General Motors utworzył także wiele innowacyjnych patentów jak na przykład wskaźnik zmiany pasa, dzięki któremu możemy nie martwić się o wyłączanie migaczy przy zjeżdzaniu z pasa. Prościej rzecz ujmując: mechanizm(w tamtym czasie krzywkowy), który po wykonaniu pewnego obrotu kierownicą automatycznie wyłaczał i wyłącza(!) migacz po skręcie.

Jego sukcesy postawiły go na wysokich stanowiskach, a sam John często widywany był z hollywoodzkimi gwiazdami(i gwiazdkami). W mediach znany był jako zbuntowany biznessmen, nie zważający na ustalone normy ubioru czy stylu wypowiedzi. Takie sytuacje często były doprawione drinkowaniem i sprośnymi żartami.

Jego odejście z GM w 1973 zaskoczyło świat, a sam Delorean powiedział, że ma dość chorego popędu ówczesnego koncernu motoryzacyjnego. Orzekł, że stworzy pierwszy etyczny samochód sportowy. Tym samym założył dobrze znaną z trylogii o podróżach w czasie firmę Delorean Motor Company, a flagowe auto nazwane zostało jego nazwiskiem. Formalnie nazywany Delorean DMC-12, samochód był zaprojektowany przez Giorgietto Giugiario z Italdesign. Auto było zmontowane ze stali nierdzewnej, zwiększającej jego wytrzymałość na zderzenia. Wyposażone w ikoniczne już, drzwi skrzydłowe. Choć auto zaprojektowane już w 1973, przez opóźnienia w produkcji, wyszło na rynek dopiero w styczniu 1981. Wyprodukowano go 9000 sztuk. Niestety, pojazd nie był hitem wymarzonym przez Johna Deloreana i rok po premierze 7000 sztuk nadal pozostało niesprzedanych. Delorean zdołał wyprodukować jeszcze 2000 modeli, jednak pogrążył się w długu wysokości 175,000,000$ (w przeliczeniu na inflację równowartość pół biliona dolarów w 2018). Co ciekawe, Delorean upadł w końcu nie przez długi, lecz owianą tajemnicą próbę szmuglowania kokainy o wartości ulicznej 24 milionów dolarów.

Sprawa jednak nie była tak przejrzysta jak wygląda, bowiem John dostał okazję dokonania tego od agentów FBI. Prawie, jakby rząd stanów odgrywał się na nim za produkcję aut w Irlandii, zamiast zasilać rynek amerykański który w latach 80’tych przechodził recesje. Deloreanowi udało się uniknąć kary, broniąc się faktem policyjnej pułapki bez wcześniejszych podejrzeń (rzekomo, John przed dostaniem oferty która mogła uratować jego biznes nie był zaangażowany w ‘kolumbijskie’ interesy). Niestety po zakończeniu długiej walki w sądzie, jego biznes był pogrążony w długach, a oskarżenia zniszczyły jego reputacje. Delorean zakończył swoją karierę w motoryzacji. Jego auta jednak do dziś owiane są mgiełką tajemnicy i kultu przez sławną trylogie: “Back to the Future”.

Fisker Karma

Gdy mówimy o bogatych facetach, którzy nie radzą sobie z samochodem sportowym, porozmawiajmy o Heinrichu Fiskerze. Podobnie jak Laurine w Brooklynie, Fisker już widział pewne sukcesy w branży motoryzacyjnej. Był człowiekiem stojącym za projektami BMW z8 i Aston Martin’em Vantage & db9 w 2007 roku założył Fisker Automotive, aby zbudować luksusowy elektryczny sedan. Gdy trafił na rynek, Fisker Karma pokonał Teslę wprowadzając auto na rynek rok wcześniej. Był również brzydki pozew między firmami. To zdarzenie zasługuje na osobny artykuł. Karma wyglądała bardziej egzotycznie niż Tesla. Bardziej przypominała supersamochód, a także miała naprawdę fajny dach z paneli słonecznych i problemy z jakością.

Gdy nadszedł moment w którym Consumer Reports próbowało przejrzeć samochód, który kupiło, pojazd całkowicie się zepsuł, zanim zdążyli rozpocząć testowanie w dwóch instancjach. W ten proces zaangażował się sam Fisker Karma. Wybuchły pożary w garażach. Firma stanowczo zaprzeczała by przyczyna leżała po stronie pojazdu, ale kiedy Huragan Katrina zatopił pojazdy w wodach powodziowych portu Point Newark w New Jersey, to 16 modeli auta uległo samozapłonowi.

W rzeczywistości cała przesyłka trzystu trzydziestu ośmiu samochodów została zniszczona przez huragan przyczyniając się do utraty kapitału i utraty reputacji. Żadna firma nie byłaby zdolna do finansowego i wizerunkowego udźwignięcia historii Fiskera.

Pełna historia auta i późniejszych prób rewitalizacji marki z lekko poprawionym modelem którym jeździł chociażby Justin Biber zostanie opublikowana później o czym niezwłocznie powiadomię.

Tucker

Preston Tucker – człowiek który stał za sławną “torpedą”, koncepcyjnym autem Tucker 48. Oprócz wyciąganej bezodpryskowej szyby, wszystkie kontrolki oraz radio były zamontowane w kolumnie kierownicy. Auto to nie miało pasów bezpieczeństwa, choć sam Tucker planował je zamontować. Został co do tego zniechęcony przez swoich inżynierów. Ich zdaniem pasy sugerowały konsumentom, że auto jest niebezpieczne(!!!). Choć wyprzedzał swoje czasy, Preston nie miał pieniędzy na dokończenie swojego projektu. Komisja Papierów Wartościowych i Giełd postawiła mu 28 zarzutów defraudacji pieniędzy podarowanych na cele projektu implikując, że Tucker nigdy nie planował faktycznie zbudować samochodów, a jedynie użyć środków na swoje prywatne cele. Choć w 49 r został uniewinniony, jego reputacja była zrujnowana.

Został oskarżony przez Otto Kernera Jr., pierwszego sędziego apelacyjnego w historii w USA, który w 1974 trafił za kratki, udowodniono mu 17 przypadków korupcji podczas wydawania wyroków i oszustwa giełdowe.

Aston Martin Cygnet

Patrząc na historię wydaje się ona być na pierwszy rzut oka oszustwem, ale tak naprawdę nie jest. Aston Martin Cygnet był pierwszą wizytówką firmy na rynku subcompact. Był to dwumiejscowy samochód miejski, który miał uzyskać spalanie około 4L/km z czterocylindrowego silnika o mocy 97KM. Sprzedawany za trzydzieści tysięcy funtów, czyli około 150 tysięcy złotych. Firma planowała sprzedać 4 000 sztuk rocznie, jednak w rzeczywistości sprzedała tylko 300 sztuk. Największym problemem, jaki samochód posiadał był fakt bycia brandowanym modelem Toyoty IQ. Dosłownie – pomiędzy dwoma autami nie istniała żadna mechaniczna różnica. Cygnet miał tylko jedną wyróżniającą cechę: materiał z którego wykonano tapicerkę – była to skóra licowa. Toyota była sprzedawana za 60 000 zł, więc inny grill niektóre odznaki Aston Martin i skórzane wnętrze kosztowały około 90 tys zł.

Była to tylko jedna z wielu porażek marki, która w swojej historii upadała praktycznie co kilka lat. Z mojego punktu widzenia i mojej osobistej bardzo wysokiej preferencji Astona Martina jako ulubionej marki samochodu cykl podnoszenia się i staczania jest z punktu widzenia biologii dobrze znany. Czy pozwolicie mi na mała dygresję? Myślę, że tak. Każdy organizm będący biologiczną jednostką wystawiany na czynniki skrajne może ewoluować lub zostać unicestwiony. Tylko najsilniejsze jednostki mogą przetrwać i przekazywać swoja informację genetyczną dalej. Ten mechanizm oddaje w pewien sposób geniusz marki, która cały czas mimo ogromnej liczby napotkanych problemów jest kultową ikoną.

Wkrótce pojawi się pełny artykuł wyliczający wszystkie przypadki w których Aston Martin zmieniał właściciela i osiagał stan bankructwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *